This blog is going to be my journey into a fabulous world of yarns, threads, fabrics, embroidery, cross stitch, hand and machine sewing, tatting and crocheting. It is my journey in eighty reels around the sewing world I have recently embarked on :) Adieu!
Ten blog jest moją pierwszą podróżą w bajecznie kolorowy świat ręcznych robótek, igieł, nici, szydełek, czółenek i szmatek. To tu chce pokazywać swoje pierwsze zmagania z igłą i szydełkiem, uczyć się nowych technik, realizować projekty, dzielić obserwacjami itp. Zamierzam bowiem udac się w podróż w 80 szpulek dookoła krawieckiego świata :)Ahoj!
Smutny ten rok 2021. Tyle przygnębiających wiadomości dociera do nas przez te miesiące. Ale nic tak mi nie poprawia mi humoru jak praca z włóczką o ciepłych energetycznych barwach. A że kocham jesień pomimo całej tej jej nostalgiczności to z zapałem zabrałam się za robienie nowych szydełkowych dyń. Bo nie ma jesieni bez pomarańczowej dyni.
W pracy gdzieś w wyżych sferach management'u rozniosło się o mojej twórczości hand-made i zostałam poproszona o wykonanie 5 dyń do dekoracji jesiennej. I oto one:
Wszyscy wiemy, że dynie wyglądają dobrze w grupie. Jedna się jakoś gubi i nie robi aż takiego wrażenia ale kilka w rzędzie już wygląda super. Miało być 5 dyniek. W różnych rozmiarach, kolorach i z różną teksturą. Jednym słowem dyniowy misz-masz.
I to jest to co lubię najbardziej - praca z różnymi wzorami i włóczkami. Nie nudzi się :) Jest kolorowo.
Odkopałam też stare wzory z poprzednich lat i wyciągnęłam druty dpn. Jejku, jak dawno nie robiłam na drutach! Bałam się, że wypadłam z wprawy. Przy okazji odświeżyłam sobie metody knit i purl i nauczyłam się purling po norwesku :)
Zrobiłam dwie dziergane dynie, ciemno pomarańczową i biała. Bardzo lubie klasyczny knit stitch. Prostota i piękno w jednym.
Z tego samego wzoru co ciemnopomarańczowa dynia zrobiłam jej szydełkowy odpowiednik w musztardowym kolorze. Prosta i nieskomplikowana.
Chwyciłam też za pomarańczową włóczkę typu super chunky i powstała szydełkowa dynia z "żeberkami". Te "żeberkowe" dynie sa hitem internetu od ponad roku. Super szybko się je robi i łatwo można dopasować rozmiar dodając lub ujmując liczbę oczek i rzędów. Jako łodyżkę dałam przycięty patyk. Nigdy nie robie dyń z patykami ale tym razem uznałam, że będzie tu rustykalnie pasować do tego pomarańczowego grubasa. Wszystko przypieczętowałam klejem na gorąco aby nic nie wypadło :)
I na koniec nowość - dynia z zygzakiem i z liściem. Moja pierwsza tego typu i póki co jedyna ale myślę, że zrobię ją jeszcze nie raz, ot chociażby dla siebie :) Skorzystałam z zakupionego na Etsy wzoru od Ludovic Toys. Co roku lubię wypróbować jakiś nowy wzór i w tym roku wybór padł na zygzaki. Trochę dłużej się ją robiło niż inne i rozmiarowo wyszła spora nawet przy włóczce DK. Nie mając nigdy do czynienia z zygzakami w szydełku odkryłam, że trzeba powtarzać ustaloną frekwencje oczek i nie można się pomylić bo wtedy wzór wyjdzie nierówny. Przy liściu też trzeba było się dobrze skoncentrować. No ale pierwsze koty za płoty. :D
Ogólnie mowiąć jestem zadowolona z mojego pierwszego dyniowego zestawu. Mam nadzieje, że klientka również. O drugim napiszę w kolejnym postcie. Bo oczywiście na 5 dyniach nie mogło się skończyć :)
U mnie aktualnie trwa half-term wiec mam tydzień wolnego i wykorzystuję ten czas na intensywne szydełkowanie. Rezulaty już w krótce u mnie na blogu. Wpadnijcie!
Jej, znowu mnie nie było tu chwilę. Jak ten czas leci, jak szalony! Pracuję aktualnie nad kilkoma nowymi szydełkowymi projektami ale, że dłubię je kilka jednocześnie to nie są jeszcze gotowe do pokazania :) Tak więc żyję, jestem, tworzę sobie cichutko w tle... tak trochę jakby na zapleczu ;)
Jako, że oficjalnie mamy już jesień, to pokaże moje pierwsze robione w życiu dynie dekoracyjne, które powstały w zeszyłym roku a że miałam przerwę w pisaniu bloga to nigdy nie doczekały się własnego postu :) Dziś nadrabiam szybko te zaległości. (Robiłam też kiedyś girlandę z liści i małych dyń - przypomnienie, o tu - klik!)
Ta da! Pumpkin patch 2018 tak się prezentował :)
Do dyniek mam osobisty sentyment. To takie "pocieszne" warzywa. Każdy je lubi bo i fajnie wyglądają jako jesienna dekoracja i równie dobrze smakuja w postaci dżemu, zupy mlecznej i ciasta z dyni ;)
Powstało więc 9 dyń wszelakiej urody :) 2 szydełkowe i 7 robionych na drutach.
A, że ja lubię eksplorować i wypróbowywać nowe rzeczy to na warsztat wzięłam różne wzory. Szydełkowe znalazłam w necie (jest tam całe mnóstwo fantastycznych wzorów na dynie, sprawdźcie sami!) a wzór na dynię z warkoczami i dynię z "żeberkami" zakupiłam online.
Byłam zadowolona z efektu. To moje pierwsze w życiu dynie ale na pewno nie ostatnie ;)
Szczególnie fajnie tworzyło się z cieniowanej wielokolorowej wełny. Efekt jest zadowalajacy chociaż zdjęcie tego nie oddaje bo czerwien nie bardzo lubi aparatu.
Żeberkowe dyńki sa bardzo łatwe do zrobienia. Przypominają mi trochę czapki zimowe :)
No i moje pierwsze w życiu warkocze (cables). Zawsze chciałam wypróbować cable knitting i robiąc dynie była okazja spróbować tego na małym projekcie. Dałam radę! :D
Nie wiem czemu ale jest coś pięknego w tych dzierganych warkoczach. Taki urok, przytulność, komfort... Zawsze mi sie podobały, szczególnie na irlandzkich swetrach.
Po dyniach z 2018 r nie zostało już śladu. Niektóre sprzedały się a inne pojechały do rodziny w Polsce. W tym roku od nowa tworzę sobie dyniowy zagon :) Rezultaty już w krótce.
Pozdrawiam ciepło w ten zimny i deszczowy ostatni dzień września :)
Dziś się chwalę swoimi niedawnymi zakupami :) Lubię pokazywać Wam ciekawostki z craftowego świata, wygrzebane gdzieś niespotykane książki, nowości, trendy...Może kogoś zainspirują i zachęcą do kupienia i spróbowania czegoś nowego.
Moim najnowszym "hobby " jest częste przeczesywanie Etsy, Craftsy, Ravelry i innych podobnych stron w celu wynalezienia oryginalnych projektów, wzorów, towarów... Przyznam, że ostatnio sporo nabyłam nowych wzorów szydełkowych. A jakich? Na razie nie zdradzam ;) będę ujawniać je kolejno przy projektach :) I podczas takiego szperania natknęłam się na coś co nazywa się Little Crochet Box autorstwa Amandy Bloom i jest to modna ostatnio wśród szydełkujących płatna (i dosyć luksusowa) "subskrypcja" pod postacią pudełka pełnego pięknych przydasi, które dostaje się regularnie co miesiąc pocztą. Jest też możliwość zakupienia indywidualnych "archiwalnych" Little Box of Crochet np tu, na Etsy. Takim właśnie sposobem nabyłam to:
Ostatnio mam fioła na punkcie lisów i koloru pomarańczowego i w ogóle wszystkiego co jest związane z lasem ;) a tematem tego pudełka jest właśnie lis :) Od dawna jestem na tropie jakiegoś fajnego wzoru na śpiącego liska z wełny (dzierganego albo szydełkowanego) i gdy ujrzałam ten zestaw do zrobienia tego uroczego drzemiącego lisiorka, nie mogłam się mu oprzeć :)
Lis jest robiony na szydełku ale jakimś "egzotycznym" ściegiem. Trzeba będzie się go naumieć :)
Z ciekawostek, liska tego zaprojektowała ekskluzywnie dla Little Box of Crochet Polka-emigrantka - Anna Nikipirowicz - szydełkowe guru zagranicą.
Przy otwieraniu pudełka tak to wyglądało :) pięknie zapakowane i w ogóle z przyjemnością człowiek zagląda do środka.
W pudełku znalazłam:
-wełenkę Ricorumi do zrobienia liska
-wypełnienie
- 3 ceramiczne guziczki w postaci kurczaków
- igłę do szycia "podaną" w filcowej kuleczce
- stitch marker z liskiem
-pocztówkę z lisem
-taśmę mierniczą... oczywiście z lisem :)
-szydełko typu "soft grip" 3.0 mm
- no i oczywiście książeczkę z instrukcją wykonania i historią powstania tego projektu
I jak Wam się podoba taki pomysł? Nie mogę doczekać się kiedy zacznę szydełkować tego liska :)
Mój drugi zakup to książka o nietypowej zawartości na którą natknęłam się przypadkiem w internecie u kogoś na blogu :) dziergane dziwaki - the Knitted Odd-bod Bunch - Donna Wilson. Wydałam na nią aż całe trzy funty :) Lubię takie nietypowe inspirujące charaktery ;) coś innego, artystycznego, coś co pobudza wyobraźnię i zachęca do kreatywności...
W książce jest cały mix wszelakich dziwaków - zwierząt i nie-zwierząt. Każdy ma nadane imię i każdemu jest przypisana jakaś historyjka. Z ilustracji widać, że autorka umieściła je w specyficznych tworzonych przez siebie sceneriach :) Aż sama mam ochotę pobawić się w coś takiego :)
Poniżej przegląd większości postaci:
W ogóle cały klimat tej książki jest taki jakiś bajkowy, wyimaginowany, przypadkowy.... Patrząc na te ilustracje od razu przypomina mi się jeden z epizodów Friends (pamiętacie jeszcze ten serial komediowy?) w którym Monica dostaje w spadku wymarzony wiktoriański dom dla lalek i nie pozwala ekscentrycznej Phoebie włączyć się do zabawy w wyniku czego Phoebie zarzuca jej brak wyobraźni i sama buduje własny dom dla lalek w którym rządzi artysyczny nieład, kreatywność, brak logiki i totalna przypadkowość.
Postacie z mojej książki idealnie wpasowują się stylem do takiego domu, nie uważacie? :) Tutaj nie ma reguł i wytycznych. Każda z postaci jest oryginałem samym w sobie, każda ma jakąś osobowość. Wg mnie są idealnymi zabawkami dla kilkuletnich dzieci bo pobudzają ich wyobraźnie a tak niewiele trzeba aby stworzyć cały fantastyczny świat takich stworków - wystarczy troche wełny, druty, karton, nożyczki, farby i trochę wyobraźni. Voila! Komu potrzebne są drogie zabawki z górnych półek kiedy można własnemu tworzyć własny świat zabawek z charakterem? Polecam tę książkę szczególnie mamom, ze zmysłem artystycznym i zdolnościami dziewiarskimi :) W książce wykorzystywane są podstawowe techniki robienia na drutach obejmujące również podstawy robienia warkoczy i wrabiania koloru oraz robienia na drutach z użyciem koralików. Książka zapewnia wyjaśnienia tych technik.
Nie może być Wielkiej Nocy bez dzianych pisanek :) w moim przypadku są to sweterkowe jajka ze skandynawskim wzorkiem. Uwielbiam je robić. Uzależniają i to bardzo :)))
Wzorek na jajka zakupiłam już dawno temu na Ravelry od jego autorki Mary Ann Stephens. Długo nie mógł doczekać się zrealizowania ale kiedy powstało pierwsze jajo, kolejne potoczyły się dosyć szybko...
Dziergałabym je nadal gdyby nie to, że Wielkanoc nam przemija dosyć szybko. Nic nie szkodzi, powrócę do nich w przyszłym roku bo chciałam wypróbować jeszcze inne kombinacje kolorów :)
Pod względem rozmiaru są one większe od poprzednich dzierganych przeze mnie jajek z "przepisu" Arne i Carlosa. Dłużej je się robi i często się zmienia kolory bo wzór ma więcej szczegółów. Jedno jajo wypełnia przeciętną ludzką dłoń więc są dosyć pokaźne i przez co dekoracyjne.
Nie może być też Wielkiej Nocy bez królików :)) Takie oto królicze trio popełniłam na te święta :)
Zrobione na bazie granny squares są łatwe i dosyć szybkie do wykonania. Oczywiście królicze ogonki to mini pomponiki :) Na zdjęciu poniżej widać, że eksperymentowałam z estetyczniejszym łączeniem pasków. Kto robi na szydełku wie, że w wyniku spiralnego szydełkowania tworzą się takie ustępy miedzy kolorami. Jest to naturalne i albo się to zostawia w spokoju ( jak mowią: embrace your imperfections!) albo tak jak ja, mozoli się człowiek i uczy nowych technik. Na YouTube obejrzałam trochę przeróżnych filmików o tym jak zniwelować takie uskoki. Po angielsku nazywa się to "jog". Biały królik powstał jako pierwszy więc widać wyraźnie, jak ten "jog" wygląda. Przy robieniu niebieskiego i turkusowego stosowałam tzn no-cut join i half colour changes aby przejścia horyzontalne miedzy kolorami były wyrównane i bez tych widocznych "vvvvvv". Efekt jest taki, że paski są nieco bardziej estetyczniejsze (chociaż wg mnie nadal nie są w 100% idealne).
Tż powiedział, że dla niego te króliki wyglądają na meksykańskie ze względu na kolory i wzór słoneczka w samym centrum LOL Też tak myślicie?
Wg oryginału mordka królika jest taka jak przy tym białym ale on wygląda trochę obrażony ;) więc pozostałym dwóm dałam lekki uśmiech. Taki sarkastyczny... hahaha.
Pogodę w UK mieliśmy dziś idealną na ogrodową sesję zdjęciową :))) Każdy się naprawdę cieszy z tego ciepła bo tak ciepło jak w lecie...
Kolejne króliki w natarciu (jeszcze mi się nie znudziły!!!) :)
I na koniec, chyba nie jest jeszcze za późno aby życzyć Wam żeby